wtorek, 1 października 2013

Jak poznałam królową Sylwię


Rzeczy rozpakowane, lodówka zapełniona polskim jedzeniem, Kuba pierwszy dzień w pracy, rodzice zostają do jutra. Idealny moment, żeby zwiedzić okolicę.
Uważam, że nie mogliśmy trafić lepiej-nasza dzielnica znajduje się 5 przystanków metrem od centrum (T-centralen). Jest cicho i spokojnie. 3 minuty mamy spacerem do najbliższej stacji metra (Vreten- moim zdaniem jedna z piękniejszych stacji metra w Sztokholmie), a nasz blok leży praktycznie nad samą zatoką. Na wycieczkę po Sundbyberg zabiorę Was już wkrótce, tymczasem wrócę do planowanej wycieczki z rodzicami po starym mieście. Wysiedliśmy przy Kungsträdgården i zobaczyliśmy masę żołnierzy i królewską orkiestrę. Dowiedzieliśmy się, że za chwilę przyjedzie prezydent Portugalii z żoną, a witać go mają król i królowa. Niewiele myśląc postanowiliśmy poczekać przed pałacem, mając nadzieje zobaczyć chociaż kawałek króla. Po dłuższej chwili podszedł do nas policjant i zapytał się, czy chcielibyśmy zobaczyć rodzinę królewską. Pytanie! Jasne, że byśmy chcieli, w końcu po to stoimy tu od dobrych 40 minut! „Jeśli macie ochotę to zapraszamy na pałacowy dziedziniec”. Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać, za minutę staliśmy już pod pałacowymi drzwiami, a tuż obok zaczynali ustawiać się dostojnicy w dziwnych strojach i księżne w kapeluszach niczym z wyścigów w Ascot. Niedługo potem wjechały dwie karety, (tak karety :D) a w środku siedzieli król Gustaw XVI z portugalskim prezydentem, jego żona i królowa Sylwia. Po oficjalnych powitaniach, królowa Sylwia skierowała się do wyjścia, ale zatrzymała się, by pozdrowić swoich poddanych- czyli naszą małą grupkę :) Myślę, że mój pierwszy tydzień na szwedzkiej ziemi nie mógł skończyć się lepiej- w końcu powitała mnie sama królowa.



0 komentarze:

Prześlij komentarz

Follow by Email

O mnie

Moje zdjęcie
Po dwudziestu pięciu latach życia w Polsce postanowiłam sprawdzić jak zimna jest Szwecja i jak się żyje na północy. Lubię banały, smutne piosenki, kwiaty hortensji, tradycyjną fotografię, pistacje i czekoladę. Nie lubię: szczęśliwych zakończeń w filmach i zimnych dłoni. //// After spending twenty-five years in Poland I've decided to check out how cold Sweden is, and how is life going there. I like: cliches, sad songs, hydrangea flowers, analog photography, pistachios and chocolate. I don't like: happy endings in movies and cold hands.
Obsługiwane przez usługę Blogger.