poniedziałek, 11 listopada 2013

dziwni Szwedzi

Zwlekałam trochę z nową notką- miałam nadzieję, że wstrzelę się w pierwszo-listopadowy okres i pokażę Wam leśny cmentarz. Niestety, jak to zazwyczaj bywa, cały tydzień świeci słońce, a w weekendy leje deszcz. Nasza planowana od dwóch tygodni wycieczka do Skogskyrkogården nie wypaliła więc relacji póki co nie będzie, ale będzie coś innego :)
Dziś troszkę o szwedzkich parapetach i innych dziwnych przyzwyczajeniach mieszkańców północy. Oto 5 rzeczy, które zaskakują przy pierwszym kontakcie ze Szwecją:

1. Fika
Fice poświęciłam cały poprzedni post więc tych co nie czytali odsyłam tu.

2. Julmust
Nie wiem czy wiecie, ale Szwecja jest jednym z nielicznych krajów, w którym w okresie świątecznym spada (drastycznie, bo nawet o 50%), a nie rośnie sprzedaż coca-coli. Mimo wszystko Szwedzi są tradycjonalistami i w grudniu piją tylko Julmust, czyli szwedzką odpowiedź na popularny, amerykański napój.
w 1910 roku Harry Roberts i jego ojciec Robert Roberts opracowali recepturę napoju, który początkowo miał być bezalkoholową alternatywą dla piwa, a stał się niemalże dobrem narodowym. Co ciekawe, oryginalny syrop sprzedawany jest tylko przez jedną firmę- Roberts AB, a każdy producent tego napoju rozcieńcza go swoim sposobem- stąd każdy Julmust smakuje trochę inaczej niż u konkurencji.
W Julmuscie znajdziemy ekstrakt chmielowy, słód jęczmienny, karmel, przyprawy i oczywiście sporo cukru. W smaku jest dość kontrowersyjny- myślę, że albo się go od razu polubi, albo znienawidzi. Niektórzy mówią, że przypomina syrop na kaszel, inni, że anyżową colę. Kilka lat temu gdy po raz pierwszy go spróbowałam, byłam pewna, że nigdy już go nie kupię. Widać, musiałam dojrzeć do tego smaku, bo teraz, podczas zakupów zawsze włożę butelkę do koszyka ;) Pamiętajcie, że Julmust sprzedawany jest tylko w okresie świątecznym! (można go kupić od połowy października do końca grudnia).
trzy różne Julmusty, wybaczcie puste butelki, ale wszystko wypiłam (przynajmniej widzicie, że naprawdę mi smakuje:))

4. Systembolaget
Skoro już jesteśmy w temacie picia, to należy wspomnieć, że w Szwecji monopol na sprzedaż alkoholu ma tylko Systembolaget, czyli państwowa sieć sklepów. Chcąc napić się piwa, czy wina (powyżej 3,5%) musimy się udać właśnie tam. No i musimy mieć ukończone 20 lat. I sporo gotówki w portfelu ;)
Muszę nadmienić, że sklepów nie ma wcale tak dużo (coś ok. 400 na całą Szwecję), a godziny ich otwarcia to chyba największa bolączka przeciętnego Szweda (pn-pt 10-18, sb 10-13, nd zamknięte). Warto mieć więc zrobione solidne zapasy, jeśli szykuje się nam jakaś impreza.

3. słone masło
Szwedzi najczęściej mają w lodówce, albo słone masło, albo bardzo słone masło. Lubią za to słodkie chleby. Tak jest i już. Oczywiście, można kupić masło niesolone- zazwyczaj jest jednak droższe i z zaznaczeniem, że do wypieków :)

4. Pepparkakor
Kruche pierniczki to chyba jedno z podstawowych skojarzeń ze Szwecją. Znamy je chociażby z IKEI-pyszne, chrupiące, korzenne, po prostu ciastka idealne:) Mimo, że to typowo świąteczny przysmak, cały rok możemy się nimi zajadać- są dostępne w każdym szwedzkim supermarkecie. Popularne również jako pamiątka/prezent(można znaleźć naprawdę piękne opakowania!).

5. Lampki w oknach
Nietrudno zauważyć, że w każdym szanującym się szwedzkim domu nie ma firanek, zasłon, ba, Szwedzi nawet wieczorem nie zasłaniają okien. Ponoć chodzi o to, że nie mają nic do ukrycia, ale pewnie bardziej prawdopodobny jest deficyt światła- po co więc dodatkowo je ograniczać? Gołe okna są więc idealną wystawką-jak ktoś chce już kogoś podglądać, to niech przynajmniej ma na czym oko zawiesić. I tak najczęściej na szwedzkich parapetach są: modele statków, konik z Dalarna (klik), świece i najważniejsze- lampki. Na prawie każdym parapecie ustawione są symetrycznie (najczęściej) małe lampy. Istnieje wiele domysłów, skąd wzięła się w Szwecji ta tradycja - niektórzy twierdzą, że palące się lampki w oknach miały ułatwić żeglarzom powrót do domu, inni, że palone zimą oświetlały drogę zbłąkanym wędrowcom, a inni, że to wyłącznie praktyczne przyzwyczajenie- zimą noce są dłuuuuugie, ciemno robi się już o 14.00 dlatego im więcej światła w domach tym lepiej :)
Ponieważ długo nie mieliśmy swoich lampek i czuliśmy się przez to trochę wykluczeni, w sobotę pojechaliśmy do IKEI i nabyliśmy swoje własne. Jesteśmy teraz jak prawdziwa szwedzka rodzina :)
nasze reprezentacyjne parapety

Szwedzkich dziwactw jest oczywiście więcej i pewnie co jakiś czas będę o tym pisać. Tymczasem przygotowuję notkę o szwedzkich tradycjach świątecznych, bo nie wiem jak w Polsce, ale tu już czuć atmosferę świąt :)

np. w witrynach sklepowych...
... i u nas


Wracam na kilka dni do Polski, ale po powrocie obiecuję nową porcję zdjęć i ciekawych miejsc!

2 komentarze:

~Lydka pisze...

Nie moglam sie doczekac posta :D a w Szwecji podobnie jak w Norwegii - niechec do firanek. Czekam na kolejny wpis :)

So Gro pisze...

Biedni Szwedzi! Julmust jest za słodki, chleb jest za słodki, nawet ogórki mają słodkie :(

Prześlij komentarz

Follow by Email

O mnie

Moje zdjęcie
Po dwudziestu pięciu latach życia w Polsce postanowiłam sprawdzić jak zimna jest Szwecja i jak się żyje na północy. Lubię banały, smutne piosenki, kwiaty hortensji, tradycyjną fotografię, pistacje i czekoladę. Nie lubię: szczęśliwych zakończeń w filmach i zimnych dłoni. //// After spending twenty-five years in Poland I've decided to check out how cold Sweden is, and how is life going there. I like: cliches, sad songs, hydrangea flowers, analog photography, pistachios and chocolate. I don't like: happy endings in movies and cold hands.
Obsługiwane przez usługę Blogger.