sobota, 28 września 2013

Dziś jest TEN dzień, czyli jak być mistrzem w pakowaniu całego domu


Zapakowany po sam dach samochód zwiastuje nadchodzącą godzinę zero. Nie powiem, że było lekko, ba! było bardzo ciężko spakować te wszystkie bardziej i mniej potrzebne rzeczy (jasna sprawa, że buty i sukienki należą do pierwszej kategorii), ale chyba się udało. Konstrukcja jest bardzo misterna, ale w końcu grało się w Tetris, nie?

Można śmiało powiedzieć, że reakcje na nasz wyjazd do Szwecji są dwie:
pierwsza: „Szwecja? Ale przecież tam jest tak zimno! (częściej)
druga: „Po ile tam jest alkohol? (rzadziej)
Na reakcję pierwszą wyrobiłam sobie nawyk odpowiadania, że lubię zimno, co by nie wdawać się w niepotrzebne dysputy, bo przecież Szwecja to nie biegun północny, a Polska to znowu nie takie tropiki. Negowanie reakcji drugiej jest zadaniem cięższym, bo nie ma zmiłuj, w całej Skandynawii nie opłaca się zapijać smutków. My, póki co, nie musimy się niczym martwić- zapas mamy na najbliższe kilka miesięcy. O ile nie odwiedzi nas jakiś znajomy Szwed, albo dwóch, albo i trzech. Wtedy zapas skurczy się znacznie ;).
Mamy szczęście, bo moi rodzice ulitowali się nad losem małych emigrantów i postanowili zawieźć nas do Sztokholmu (dzięki mamo i tato!). Z powodu tej dużej ilości polskiego, białego trunku, którą zamierzaliśmy wziąć ze sobą, miejsca w samochodzie nie starczyło dla nas wszystkich. Podjęliśmy więc demokratyczną decyzję- męska część wyprawy jedzie samochodem, damska wygodnie leci samolotem. Mając na myśli wygodę mówię o mamie, dla mnie lot samolotem to przeprawa przez mękę-zawsze jak kupuję bilet-myślę: „e spoko, na pewno będzie dobrze”, a jak wchodzę na pokład, pierwsze co robię to szukam obłąkanym wzrokiem wyjścia ewakuacyjnego (haha). Zawsze z zazdrością spoglądam na ludzi, którzy potrafią się zrelaksować w swoich fotelach. A ja najchętniej co 20 minut krzyczałabym- „ej ludzie, naprawdę nie słyszycie tego dziwnego skrzypienia?” (witamy w wariatkowie). Jeden jedyny raz myślałam, że będę taka sprytna i przechytrzę lęk (o ja naiwna!)- zamówiłam sobie szklankę czerwonego wina i wypiłam duszkiem kilka minut po starcie. Nie polecam i zostawię tę historię spuszczając nań zasłonę milczenia.
Trzymajcie kciuki, żebym doleciała w jednym kawałku to jeszcze coś tu kiedyś napiszę!
emigrantka mika

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Follow by Email

O mnie

Moje zdjęcie
Po dwudziestu pięciu latach życia w Polsce postanowiłam sprawdzić jak zimna jest Szwecja i jak się żyje na północy. Lubię banały, smutne piosenki, kwiaty hortensji, tradycyjną fotografię, pistacje i czekoladę. Nie lubię: szczęśliwych zakończeń w filmach i zimnych dłoni. //// After spending twenty-five years in Poland I've decided to check out how cold Sweden is, and how is life going there. I like: cliches, sad songs, hydrangea flowers, analog photography, pistachios and chocolate. I don't like: happy endings in movies and cold hands.
Obsługiwane przez usługę Blogger.