piątek, 13 lutego 2015

Halo, halo - życie na blogu się zatrzymało

Umówmy się tak, że nie będziemy do tego wracać. Umówmy się, że nie będę się głupio tłumaczyć i że to był ostatni raz (serio, serio).
Szczerze jednak powiem, że od października niewiele się w życiu mym, naszym zmieniło. Dalej wiedziemy żywot ascetyczny (jak na szwedzkie warunki ofkors), ja ostatnio żywię się prawie wyłącznie szwedzkim, który wysysa ze mnie siły witalne i powoduje bóle pleców oraz karku.
Pisanie w języku ojczystym dłuższej wypowiedzi (jak ta oto) to miód na me serce, po ostatnich tygodniach morderczej walki z dziesiątkami referatów, streszczeń, artykułów w tym szatańskim, szwedzkim języku (ciekawostka nr 1: większość przekleństw w j. szwedzkim ma biblijne odniesienie, ci duzi vikigowie jak się porządnie wkurzą krzyczą "piekło!", albo "szatan!", nie to co nasza polska, swojska "kurwa").
Plus wszystkiego taki, że znów mogę się poczuć licealistką (witaj zniżko studencka!), chociaż nie ma to nic wspólnego z cofnięciem biologicznego zegara, bo z tym i tak nie mam problemów (ach, te geny...), a i mało kto daje mi więcej niż 20 lat (a jeden pan kelner to zaszalał i wycenił mnie na 16tkę :)).
Poza tym w wolnych chwilach dziergam na szydełku, i nie jest to głupi żarcik oraz szyję, coby rozpocząć jakąś alternatywną ścieżkę kariery zawodowej jak moje inne plany nie wypalą. Co jakiś czas wpadają goście z Polski i tak dzień za dniem jesteśmy bliżej wiosny.
Tu nastąpi misz masz zdjęciowy z ostatnich kilku miesięcy przerwy, a za kilka dni dodam wpis o zaczarowanej krainie motyli, którą obiecywałam ostatnio (jest już w większości przygotowana).
Przy okazji bardzo dziękuje za miłe wiadomości mobilizujące do napisania, nie sądziłam, że ktokolwiek oprócz znajomych to czyta! :)
Podczas lotu do Polski na święta widziałam chmury piękniejsze niż kiedykolwiek.
Z Krakowa ruszyliśmy się nawet do Ołomuńca, aby zrobić urodzinową niespodziankę Ani, poza tym znów mogliśmy wypić razem piwo i zagryźć hermelinem... :)
...albo smażonym serem (serduszka) tak, żeby bolały żołądki i wątroby od nadmiaru tłuszczu.
W Czechach najfajniejsze jest to, że można się poczuć jak w latach 90', na zdjęciu merchandising na najwyższym poziomie ;)
Na święta przyleciała do nas Maiko (koleżanka Darii), która dla Helsinek porzuciła dobrze płatną pracę w japońskim banku i która zdecydowanie potwierdza stereotyp "japońskiego turysty" z aparatem (według mnie to akurat urocze, że ktoś tak się jeszcze potrafi zachwycać tym, co wokół). Maiko jest szefem kuchni w japońskiej restauracji sushi w Helsinkach i jak przystało na profesjonalistkę, pokazała nam jak właściwie przygotować tę potrawę.

A później mieliśmy prawdziwą ucztę.
Fiński Mikołaj zaprosił nas na świąteczną kolację do Aruany, to już nasz kolejny grudzień w restauracji, gdzie szefem kuchni jest niesamowicie zdolny Witek Iwański, chyba staje się to naszą małą tradycją ;P
Na zdjęciach pierożki z gęsiną oraz diabeł morski z porowym aioli oraz czekoladowy creme brule z lodami jaśminowymi.
Szalony Sylwester z jedynką, oj działo się! ;)
Do Szwecji przywiozłam kolejną roślinkę do kolekcji,
a także włóczkę, z której powstał ten oto dywanik.
W końcu spadł śnieg
Odwiedziła nas Dominika, z którą karmiłam kaczki w pobliskim jeziorze
Natomiast rekiny karmił już ktoś inny
Niedawno odwiedziliśmy również Fotografiskę, gdzie akurat trafiliśmy na wystawę Herb Rittsa. Zdjęcie Alek Wek z kalendarza Pirelli (rocznik 99) pamiętam bardzo dobrze, tak samo jak inną słynną sesję-Jacka Nicholsona:
To tyle na dziś, zapraszam ponownie za kilka dni!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Follow by Email

O mnie

Moje zdjęcie
Po dwudziestu pięciu latach życia w Polsce postanowiłam sprawdzić jak zimna jest Szwecja i jak się żyje na północy. Lubię banały, smutne piosenki, kwiaty hortensji, tradycyjną fotografię, pistacje i czekoladę. Nie lubię: szczęśliwych zakończeń w filmach i zimnych dłoni. //// After spending twenty-five years in Poland I've decided to check out how cold Sweden is, and how is life going there. I like: cliches, sad songs, hydrangea flowers, analog photography, pistachios and chocolate. I don't like: happy endings in movies and cold hands.
Obsługiwane przez usługę Blogger.